Chrzcisz dziecko? To wpis dla Ciebie.

Nie będę wnikać po co, dlaczego i z jakiego powodu to robisz. Nie będę namawiać Cię do robienia bądź nierobienia TEGO KROKU. Nawet nie będę zaczynała tematu chrzczenia dzieci pod przymusem rodziny.Nie. To nie temat, który tu poruszę. Przynajmniej nie w tej chwili. Jeśli więc nie chcesz chrzcić swojego dziecka, możesz wyłączyć tą stronę i zrobić coś ciekawszego, na przykład podłubać w nosie, bo dzisiejszym wpisem chcę dać kilka praktycznych rad rodzicom, którzy przygotowują się do Wielkiego Dnia swojego dziecka.

Konrad (37).JPG

Po pierwsze.

Zacznij od wyznaczenia jakiejś daty. Szanse, że akurat wtedy ochrzcisz swoje dziecko i tak są marne, ale przynajmniej od czegoś zaczniesz.

Zastanawiacie się pewnie jaki wiek dziecka jest najlepszy. Tak jak nie ma takiej samej dwójki dzieci, tak nie da się wyznaczyć idealnego wieku. Niektórzy chrzczą swoje dzieci kilka tygodni po urodzeniu i są zadowoleni, bo dziecko tylko je i śpi (nie moje ale niech będzie;)). Niektórzy czekają na roczek i też są zadowoleni, bo odbębniają dwie imprezy jednocześnie. Ja byłam gdzieś tak po środku. Nie dlatego, że tak sobie to zaplanowałam, ale zawsze wyskakiwało COŚ. Trzy tygodnie po narodzinach Konrada, zmarła moja babcia i ostatnią rzeczą jaką miałam wtedy ochotę zrobić to iść do kościoła. Potem, gdy mój mąż zaczął przebąkiwać o chrzcinach to przypomniałam sobie o swoich przygotowaniach do ślubu i na samą myśl flaki wywracały mi się na lewą stronę. Przez ten cały czas próbowaliśmy też dociec jaka to tajemnicza choroba trzyma w szponach nasze dziecię i kiedy w końcu zrozumieliśmy, że to nie choroba, a ten typ tak ma, a Konradowi trochę się polepszyło ;) – czytaj: pogodziliśmy się z tym, że nie znasz dnia ani godziny, kiedy w histerii postawi na nogi pół dzielnicy, postanowiliśmy zorganizować chrzest naszego dziecka. Był listopad 2015 roku. Wymarzyliśmy sobie Mikołajki…

Konrad (44).JPG

 

Po drugie.

Idź do księdza. Albo lepiej wyślij męża. Ksiądz prawdopodobnie powie  coś w stylu: zbiorowy chrzest jest wtedy a wtedy o godzinie tej i tej, chcesz to bierz, a jak nie to spadaj. I teraz uruchom wszystkie pokłady cierpliwości, przypomnij sobie jak ważna jest umiejętność negocjacji (tylko najtwardsi zawodnicy, którzy potrafią odmówić babci zjedzenia kawałka ciasta, są w stanie sobie z tym zadaniem poradzić). Mój mąż nigdy nie zabiera mnie ze sobą na takie akcje. Wie, że czy to będzie kamerzysta (sorry, operator kamery) na ślub, ekipa remontowa czy ksiądz na chrzest, jak ja pójdę, nie załatwi się nic prócz krwawej jatki. No nie powiem, negocjacje nie są moją najmocniejszą stroną. Jakub postanowił więc wszystko załatwić sam. I załatwił. 5 grudnia na 18,  ale załatwił.

W takiej sytuacji postaraj się dać mężowi do zrozumienia, że doceniasz jego zdolności pertraktacji (w końcu udało mu się przekonać księdza, żeby w drodze wyjątku ochrzcił nam dziecko innego dnia niż 25 grudnia na chrzcie zbiorowym), ale ta godzina jest tak niedorzeczna, że jeśli zaraz nie znajdzie proboszcza i nie odkręci wszystkiego to skończy się na ofiarach w ludziach. Ponieważ Jakub wie, że ja zawsze w takich momentach jestem śmiertelnie poważna, udało mu się przekonać księdza, że jednak ten 6 grudnia w samo południe to najlepszy wybór. Mój mąż jednak jest zdolny :)

Konrad (13).JPG

 

Po trzecie.

Ustalcie czy robicie potem jakiś poczęstunek i w międzyczasie określcie jakim budżetem dysponujecie. Macie trzy wyjścia. Nie robić nic, uznając, że najważniejsze już się odbyło (dobry wybór i tani). Zrobić przyjęcie w domu (opcja droższa, jednak wciąż ekonomiczna, minus – zaharujecie się jak woły). Zrobić chrzciny w restauracji (przyjdziecie jak reszta gości na gotowe, minus – spłuczecie się). My wybraliśmy restaurację, ponieważ część gości przyjechała z daleka i świństwem byłoby ich nie nakarmić, a nie mamy warunków w naszym mikroskopijnym mieszkaniu na ugoszczenie tylu ludzi. I nie oszukujmy się, nie chciało mi się nic robić z dzieckiem uwieszonym do piersi.

Jeśli wybieracie restaurację, zarezerwujcie stolik na konkretną liczbę gości z zastrzeżeniem, ze ta liczba może się jeszcze zmienić. No chyba, że planujecie zaprosić tylko chrzestnych.

IMG_4191ed

Po czwarte.

Chrzestni. Wybór jest ważny. Oprócz aspektu religijnego ważne jest, żeby nie wybierać kogoś bo tak wypada. I zanim wybierzecie kogoś z rodziny, być może brata albo kuzyna, pomyślcie nad dwiema rzeczami: czy chcę często oglądać tą osobę? oraz czy ta osoba chce w ogóle oglądać moje dziecko?. Ile razy po porodzie odwiedziła Was wasza siostra albo kuzynka, którą planujecie mianować matką chrzestną swojego dziecka? Zero? Darujcie sobie.

My zgodnie ze starym powiedzeniem, że z rodziną to tylko na zdjęciu, wybraliśmy naszych przyjaciół. Osoby, które znamy, w których towarzystwie zawsze dobrze się czujemy, które znają dobrze nasze rodziny i nie będą się w ich obecności krępować. I wiemy, że wybraliśmy naprawdę dobrze.

Konrad (49).JPG

Po piąte. 

Lista gości. Ustalcie ile osób zapraszacie, zamówcie zaproszenia jak najszybciej, szczególnie jeśli chcecie ręcznie robione, personalizowane. Wykonanie takich zaproszeń trwa. Jeśli więc macie mało czasu, tak jak my mieliśmy, zamówcie zaproszenia jeszcze przed ustaleniem daty i miejsca, z pustymi polami do wypełnienia.

My zaprosiliśmy ok. 20 osób, do kościoła przyszli wszyscy prócz babć i dziadka Jakuba, na obiad dodatkowo nie przyszedł kolega z żoną. Zaprosiliśmy wszystkich, na których obecności nam naprawdę zależało, więc oprócz dziadków i pradziadków, byli to… nasi znajomi. Byli z nami w najpiękniejszym dniu naszego życia –  na naszym ślubie i to oni, a nie rodzina, odwiedzali mnie po porodzie, nie mogło ich więc zabraknąć w tak ważnym, dla nas i naszego syna, dniu.

Konrad (51).JPG

Po szóste.

Chcesz mieć zdjęcia? Weź aparat. Albo fotografa. Nie licz na to, że ktoś pomyśli za Ciebie. Gdybyśmy nie pomyśleli wcześniej, mielibyśmy wielkie nic, bo wszyscy pozapominali aparatów, a poza tym nikt nie pomyślał, żeby zrobić zdjęcie choćby telefonem.

Konrad (45).JPG

Po siódme.

Weź wózek. Jeśli liczysz, że dziecko wśród gości nie będzie chciało spać, możesz naprawdę się zdziwić. Konrad tak padł w ramionach naszego kolegi, że nic go potem nie obudziło – ani śmiechy, ani hałasy, ani kelnerki przechodzące koło wózka.

Konrad (77).JPG

Po ósme.

Nie denerwuj się. Ja jestem drama queen number one. Panikuję nawet jak mam wejść z dzieckiem na pocztę, a tu taki ważny dzień. Co się okazało? Z datą trafiliśmy idealnie, między czas ciągłych ataków histerii Konrada a jego lękiem separacyjnym. W kościele zapłakał tylko raz – podczas mszy, kiedy był w wózku. Nie ma co się dziwić, to chyba nieładnie leżeć, kiedy wszyscy stoją ;) Potem zagadywał i zaczepiał księdza, ku naszemu zdumieniu. Mimo ubrań na zmianę nie zafajdał się podczas mszy, mimo wziętej butli, nie wołał o jedzenie. Nic się nie wydarzyło, ale nawet gdyby… Nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Nawet to, że ksiądz zdziwiony widokiem mojego męża powiedział: Ale jaki chrzest?  Dzisiaj? Przecież mieliście być wczoraj…

W (24).JPG

 

Zdjęcia (oprócz tego z tortem) – FOTOSEE.pl

Advertisements

3 thoughts on “Chrzcisz dziecko? To wpis dla Ciebie.

  1. Nati z hityikity.pl pisze:

    Nie wiem w sumie po co czytam ten wpis jak u nas chrzciny już były dawno temu. Ale uśmiałam się serdecznie. Fajnie i z humorem to opisałaś a pamiętam jak się bałaś :)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s