IMG_7077

Mój pierwszy raz pociągiem z niemowlakiem…

Kilka lekcji, na co warto zwrócić uwagę wybierając się w podróż PKP z niemowlakiem…Zapowiadało się pięknie. 13 kwietnia, mąż mój jedyny ustawił się w ogonku do kas PKP, uprzednio dowiadując się, że przez internet owszem, można kupić bilet, ale nie do przedziału dla matki z dzieckiem. Po taki bilet należy stawić się osobiście, w końcu ważna sprawa, ważny klient i tak dalej. Bilet z Gdańska do Wrocławia kosztował mniej niż paczka pampersów, bo niecałe 50 peelenów, a według szumnych zapowiedzi pani z okienka, dla mnie miał być cały przedział, więc bez problemu mogłam wziąć wózek, siebie, dziecko i bagaże. Zadowoleni byli więc wszyscy –  z mężem, czującym się jak bohater, na czele.

Miny lekko nam zrzedły, kiedy tydzień przed planowanym wyjazdem, coś tknęło mnie, żeby w przypływie paniki wystękać mężowi „Jezu, a gdzie ja mam iść tak w ogóle?”. Dworzec jaki jest niby każdy widzi, ale jak już pisałam TU, samotne podróżowanie do moich mocnych stron nie należy…

Lekcja pierwsza – samotna mama, choćby nie wiadomo jak dumna, nie poradzi sobie wszędzie sama…

Tknęło mnie coś widocznie nie bez powodu, bo moje miasto – takie piękne – o inwalidów i matki z dziećmi dba tak bardzo, że stanąwszy przed wysokimi schodami na peron wyszeptałam mężowi „ok, ale chyba jest gdzieś jakaś winda lub podjazd?”. Nie było. Była tylko informacja, że gdybyś był inwalidą, możesz zadzwonić pod numer podany na ścianie. Z ciekawości zadzwoniłam, choć kierunkowy do Warszawy nie wróżył najlepiej. Miły pan po drugiej stronie słuchawki zapytał gdzie jestem, bo on w Warszawie jest i nie widzi. Wytłumaczyłam mu, że stoję koło wejścia na peron, ale ta odpowiedź najwyraźniej go nie usatysfakcjonowała, bo miałam zostawić swój numer telefonu, on zadzwoni do ochrony, oni oddzwonią do mnie i wtedy umówimy się na pomoc z wniesieniem wózka. Fatygować nikogo nie chciałam, w końcu miałam ze sobą męża, który wózek mi wniósł. Delikatne zażenowanie czuję jednak do dziś. Brawo Gdańsk, dworzec świeżo po remoncie.

13087732_1781596942070369_528629316866132335_n.jpg

W dzień wyjazdu na dworcu stawiłam się niczym dromader – plecak, torba, wózek i dziecko. Umówiłam się z chrzestnym Konrada, że mi pomoże przy wniesieniu wózka, ale w panice przyjechałam o godzinę za szybko. Na szczęście młodzi ludzie w Polsce są bardzo pomocni i na wszelkich schodach miałam zapewnionego rycerza,  a co pomoc nawet nie musiałam prosić. Chrzestny dziecka przyjechał, ja wsiadłam z Konradem na rękach, a  wózek został wepchnięty, choć nie bez kłopotów przez… Konrada (ale tego dużego;)).

Lekcja druga – pociągi nie są przystosowane do dużych wózków. Nawet jeśli wydaje Ci się, że Twój wózek jest z tych małych – mylisz się.

Mima ledwo mieściła się w przejściu! Co prawda udało się przejechać, ale naprawdę ledwo, nie wiem jak mieszczą się inne wózki.

Po udaniu się do przedziału, który jak zapewniała obsługa, miał być zarezerwowany, zobaczyłam dwóch osobników w stanie hmmm… bardzo uszczęśliwionym. Unieszczęśliwiłam ich jednak i poszli… do przedziału dla niepełnosprawnych. Nie miałam jednak czasu o tym myśleć, bo mimo, iż przedział dla matki z dzieckiem był tylko jeden, to co było na bilecie nie do końca zgadzało się z tym co zastałam w środku – nie było numeru 44 i 46, tylko o dziesięć mniej. Pani konduktor jednak utwierdziła mnie w przekonaniu, że to dobry przedział (wszak pani z okienka zielonym markerem zaznaczyła na moim bilecie „przedział dla matki z dzieckiem”) i… spróbowała wjechać Mimą do przedziału. Próbowała to jak najbardziej odpowiednie słowo. Mima była za szeroka o jedno koło, więc wóz nijak nie chciał wjechać na swoje miejsce. Na szczęście mój szybki instruktaż i jeszcze szybszy system zdejmowania tylnego koła pozwolił w końcu wjechać wózkowi między siedzenia. Pani konduktor szybko uporała się z wsadzeniem koła na swoje miejsce i po nakarmieniu i uśpieniu Konrada mogłam zaznać przyjemnej podróży aż do… Tczewa.

IMG_7075.JPG

Lekcja trzecia – to, że przedział jest dla matki z dzieckiem, nie znaczy, że jest dla matki z dzieckiem.

W Tczewie bowiem wsiadło małżeństwo, które miało wykupiony bilet do przedziału dla niepełnosprawnych, jednak im żadna pani najwyraźniej nie zaznaczyła  niczego na bilecie markerem, bo uparcie twierdzili, że oni mają miejsca 34 i 36 i chcą na nich usiąść. Na szczęście w podstawówce, kiedy uczyli się czytać ze zrozumieniem, nie siedzieli i nie zwijali w kulki kóz z nosa, tylko przyłożyli się, bo po kilkukrotnym przeczytaniu tego, co napisane było na drzwiach przedziału, zrozumieli, że matka z dzieckiem nie równa się osobie niepełnosprawnej i poszli do przedziału obok. Tam niestety ich miejsca były zajęte przez panów, których wykurzyłam z mojego przedziału, a że widocznie emeryci nie mają takiej siły sprawczej jak młoda matka, wrócili z powrotem do mnie. W gruncie rzeczy, okazało się, że to całkiem mili państwo i gdyby nie to, że mieli kanapki ze… zgadnijcie czym… TAK! Z JAJEM (kto śledzi mnie na snapie, widział, jaką radość sprawili mi państwo tym jajem :D), to uznałabym, że to bardzo fajne towarzystwo. Nie tylko nie przeszkadzało im, że karmię piersią (albo nie odważyli się skomentować tego faktu), nie tylko przypilnowali Konrada, kiedy szłam do całkiem ładnej toalety, ale i stanęli w mojej obronie, kiedy w Bydgoszczy wsiedli  następni państwo z miejscówką w przedziale dla niepełnosprawnych i zażądali nie tylko ustąpienia im miejsca, ale także wystawienia wózka (nie wiem w sumie gdzie, bo jak obsługa pociągu skomentowała – miejsca na niego nigdzie nie było, a ja miałam prawo posiadać wóz w przedziale, tym bardziej,że w środku spało dziecko). Na szczęście po interwencji konduktora, nieszczęśliwi Państwo, zajęli miejsce W SWOIM PRZEDZIALE koło podchmielonych gości, a ja mogłam dalej delektować się podróżą. Potem na niesprawiedliwość losu państwo ci skarżyli się jeszcze dwa razy, ale w końcu w Obornikach Śląskich pan konduktor najwyraźniej zniecierpliwiony zamknął im usta, pytając gdzie właściwie ma umieścić kobietę z dzieckiem według nich.

IMG_7079.JPG

Lekcja czwarta – dużo zabawek, dużo mleka.

Zabawki zajęły większość mojego bagażu. Były potrzebne, nawet bardzo, gdyż kiedy dziecko nie śpi, ma dwie opcje – ryczeć albo się bawić. Konrad wykorzystał obie. Na płacz pomagało tylko karmienie, więc jeśli nie karmicie piersią, zabierzcie ze sobą dużo mleka, bo na karmienie słoiczkiem miejsca w przedziale nie ma. No, Konrad zjadł mi kanapkę, ale tym nie ma co się zbytnio chwalić, bo kanapka była z dżemem, więc moje dziecko zaliczyło pierwszego wyjazdowego cheatmeala.

Lekcja piąta – po co mi było to cholerne nosidło?!

Nosidło miało mi pomóc przy wysiadaniu, ale po pierwsze – najpierw musiałam wyjąć koło z Mimy, więc poprosiłam o potrzymanie dziecka pierwszą napotkaną panią, a potem już nie było kiedy, bo ludzie chcieli szybko wysiadać, a czasu na założenie Tuli nie było. Na szczęście i tu znalazł się młody rycerz, który wyniósł mi wózek z pociągu, a ja na miękkich z nerwów nogach, mogłam odnaleźć mojego męża, który z mojej miny wyczytał wszystko. Tak myślę, bo powiedział tylko „TU SĄ WINDY, NIE MASZ JUŻ CZYM SIĘ MARTWIĆ”.

Mimo wszystko podróż zaliczam do udanych. Może z tego tekstu to nie wynika, ale minęła mi szybko i gdybym miała mały wózek, a oznaczenia miejsc zgadzałyby się z tym co napisane na bilecie – byłaby całkiem przyjemna. Nie przeszkadzała mi obecność innych ludzi w przedziale, a sam przedział, choć cholernie ciasny i niedostosowany do roli, którą miał pełnić, był czysty i zadbany.

IMG_7080.JPG

Następna samotna podróż z dzieckiem czeka mnie w lipcu – tym razem Kraków. Na tę okazję kupuję nowy wózek ;) A PKP INTERCITY może odzyska w moich oczach to co stracił, dam mu drugą szansę.

PS. Wrocław przywitał mnie słowami pana sprzątającego dworzec: „Windą nie zjedziecie, nie działa” …

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s